poniedziałek, 8 lipca 2024

59. Centaurowy misz masz

 

Szanowni moi Tuzaglądacze, mniemam, że nie możecie się beze mnie obejść, jako i ja nie mogę się obejść bez Was. Zahaczaliśmy już o antyk i fajnie było, więc dzisiaj jeszcze tam wrócimy. Tak się składa, że ciągle mi przychodzi poprawiać i uzupełniać historię. Teraz też tak będzie. W końcu mitologia to też kawał historii. Cóż więcej mogę dodać? Chyba jeszcze to, że literacka twórczość grecka ma coś wspólnego z twórczością literacką polską. Przekonajcie się sami.

 

Centaurowy misz masz

 

Tak się poprawia historię. Nawet prof. Krawczuk tego nie ogarnął. A ja musiałem. I dokonałem.

 

Centaur na Peloponezie był kochliwy ile wlezie.

Mówiły nań wiejskie bidy: to Icek z pokładu Idy.

Że był do miłostek skory, wzięło mu się na amory.

Pasąc się przy szlaku głównem, zoczył piękną Centaurównę.

Wnet pierś wypiął jak u ptaka, demonstrując sześciopaka,

Mięśnie od głów do ogonia, i te ludzkie, i te konia.

Na koniec, budząc w niej trwogę, coś jak gdyby piątą nogę.

„Jestem ciekaw niesłychanie, zdradź mi imię swe, kochanie.”

„Zwą mnie we wsi Nasza Szkapa. Ponoć jestem straszna gapa.”

„Och, nie szkodzi, moja miła, tyś mnie już zauroczyła.

Twa uroda w grzywie, w minach, smukłość w zadzie i w pęcinach,

Już z miłości do cię płonę, chciałbym ciebie mieć za żonę.

Wejdziesz w życiu w rolę nową, będziesz panią Centaurową,

A po mężu – to nie zwidy – Szkapą bądź z pokładu Idy.”

By nie żyć na kocią łapę, w mig poślubił Naszą Szkapę.

„Jaka z ciebie Szkapa cudna, piękna będzie noc poślubna.

Oto nasza jest sypialnia, są dwa w jednym, w tym jadalnia.

Ma stajenka może skromna, lecz nie będziesz tu bezdomna.”

„Cóż za bajzel”, rzecze młoda, „Mam zamieszkać w twych odchodach?

Czego tknę się, wszystko w łajnie, miało być przytulnie, fajnie.

Twoja próżność mnie nie łechce, w gnoju to ja mieszkać nie chcę.”

Lecz wnet jak na zawołanie przyszło młodej zmienić zdanie.

Piąta noga, rzecz niemała, Naszą Szkapę przekonała.

Minął miesiąc w mig miodowy, a był wielce odchodowy.

I potem aż pod powałę zwały gnoju poszły całe,

By pod koniec tegoż roku nie dało się zrobić kroku.

Spożywając raz kolację, mieli nagłą wizytację.

Augiasz spojrzał, „Co za fleje, co tu się w ogóle dzieje?”

Po czym zaklął: „Tam do biesa” i zawołał Herkulesa.

 

Wrocek, 20.07.2022 r.

niedziela, 30 czerwca 2024

58. Złota Rybka

 

Dziś, Szanowni Tuzaglądacze, postanowiłem pozostać w świecie bajek i zapuścić coś bajkowego. Bajka, powszechnie znana, o spełnianiu marzeń – tych na żądanie i tych przypadkowych, oraz o życzliwej jak zwykle sąsiadce.

 

Złota rybka

 

Na motywach bajki ludowej spisanej przez braci Grimm. Z domieszką Reja.

 

Siedzi rybak przed chatą i tępo wpatruje się w fale,

Przed nim pęknięte koryto. Baba ujada wytrwale:

„Siedzisz tak beznadziejnie mój mężu, łachmyto.

Płyń w morze i proś złotą rybkę o nowe koryto!”

 

Rybak na gderanie żony poradzić nie może,

Bierze sieci, wsiada w łódkę i wypływa w morze.

„Złota rybko, chciej sprawić mej żonie życie dostatnie.”

„Dobrze, ale to już będzie życzenie ostatnie.”

 

Rybak w strachu przed żoną i za koryto w podzięce

Przytulił złotą rybkę, wraz wyszeptał naprędce:

„Niech moja wdzięczność, rybko, dozgonnie do cię płonie”,

Po czym nieświadom czarów, pogłaskał po ogonie.

 

Tymczasem panna z rybiej powłoki odczarowana

Wróciła do tawerny – pospolita z niej kurtyzana.

Neptun pokarcił ją kiedyś za figle z Posejdonem ,

Dając jej postać ryby, lecz ze złotym ogonem.

 

Mogła jako rybka spełnić najskrytsze marzenie,

Sypać złoto i srebro, drogocenne kamienie.

Lecz by czar prysł, należało głaskać po ogonie.

Ot, taki kaprys Neptuna, zemsta na Posejdonie.

 

Odczarowana dziewoja jest już w swoim gronie,

Paradoksem jej profesją głaskanie po ogonie.

Szczelnie rybaka omota w kokon jakoby pajęczy,

Wybawicielowi swemu wdzięcznie się odwdzięczy.

 

Baba spogląda na zegar, czeka że na cito,

Tuż-tuż przed nią się pojawi nowiutkie koryto.

Wnet stanęła jak wryta, spełniło się żądanie.

„Głupia rybka, lecz szczodra, wiele jeszcze mam w planie.”

 

Mija czas, rybak nie wraca, jest zaś życzliwa sąsiadka.

„Kochana, puszczasz chłopa samego? To dla niego gratka!

Ponoć widziano go ostatnio, jak wchodził do tawerny,

Tam lafiryndy obłapia, pewnie jest ci niewierny.

 

Gadają, że urzęduje z tą, co ją zwą Złotą Rybką,

Leć po niego, bo chyba nie wróci zbyt szybko.”

„Co też pani! – baba się oburza. – Mój wypłynął w morze.

Złota rybka, czarodziejka, w biedzie nam pomoże.

 

Dała nam nowe koryto, leży w szmatę owinięte.”

Sąsiadka odwija: „Jak to nowe? Przecież jest pęknięte!”

Przygląda się baba korytu na ręczniku frote,

Po czym prycha: „Srał pies, że pęknięte, ale szczerozłote”.

 

PS I

Tak to natychmiast od złotego lśnienia

Diametralnie się może zmienić punkt widzenia.

Niechaj postronne narody zawżdy wiedzą i to,

Nieważne, że pęknięte. Ważne, że koryto!

 

PS II

Mąż? Co tam mąż? Mąż to rzecz nabyta.

Zrobił swoje. Dał majątek. Fora od koryta!

A przy okazji, historię przedstawiłem po to,

By pokazać, że złote rybki rypią się jak złoto.

 

 

Wrocek, 4.09.2021 r.

 

niedziela, 19 maja 2024

57. Rzepka

 

Szanowni Tuzaglądacze, Tuniezaglądacze i Tuprzypadkowizaglądacze,

już drugi raz w krótkim czasie mnie najszło na zapuszczanie. Dziś postanowiłem pójść za ciosem i pozostać w konwencji bajek dla dorosłych. Wziąłem na tapetę Rzepkę Jana Brzechwy. A co z tego wynikło? Zobaczcie sami.

 

 

Rzepka

 

Raz obstalował buty generał,

Chciał zdjąc prawego, bo go uwierał.

But mu oskrobał rzepkę na pięcie

Więc cierpiąc, ściąga buta zawzięcie.

Ciągnie i ciągnie, męczy się srodze,

Skacząc jak pajac na jednej nodze.

Zapiera biurkiem, szafą i stołem

I ciągnie buta z wielkim mozołem.

Kaloryfera mało nie wygnie,

A but się trzyma, ani nie dygnie.

 

Zgnębiony woła kamerdynera:

Ściagnij mi buta, bo mnie cholera

Troista spali i szlag mnie trafi,

A order temu, kto to potrafi.

 

Lokaj się złapał kaloryfera,

Generał mocno oń się zapiera

I lewym butem ciśnie go w zadek,

Lecz zdjąć nie mogą, ciężki przypadek.

Choć ciągną buta z całej swej mocy,

Oj! przydałby się ktoś do pomocy.

 

Do kancelarii wszedł właśnie żołnierz,

Więc kamerdyner cap go za kołnierz.

Żołnierz za biurko,

Lokaj – żołnierza,

Lecz but się zsunąć wciąż nie zamierza.

Choć ciągną, mało nogi nie urwą

I choć generał zwie buta kurwą,

Za wielki jest to dla nich frasunek,

Oj! przydałby się ktoś na ratunek.

 

Do drzwi zapukał kapral służbista

Chodź no tu, bratku, to oczywista –

Wedle rozkazu masz tu ciupasem

Pomóc uporać się z ambarasem.

Kapral za szafę,

Żołnierz – kaprala,

Lokaj – żołnierza,

A but się trzyma jak zbój pręgierza.

Gdy akcja zdaje się już przydługa,

Przydałaby się czyjaś przysługa.

 

 

Wtem się nadarzył sierżancik gibki.

Z nim będzie farsy tej koniec szybki.

Sierżant za stolik,

Kapral – sierżanta,

Żołnierz – kaprala,

Lokaj – żołnierza,

A but nie zjeżdża, tylko się zjeża.

Może nam w sukurs przyjdzie porucznik

I w sedno trafi jak w dychę łucznik?

 

Jeszcze kapitan, major, pułkownik,

Też próbowali wziąć na celownik

Generalskiego buta przypadłość.

Lecz ten im wszystkim wciąż robił na złość.

 

Nawet marszałek ze swą buławą,

Też nie poradził sobie z tą sprawą.

Generał psioczył, siedząc jak struty –

Do końca życia mam być obuty?!

Nikt mi nie ulży w mojej udręce?

Każdy bezradnie rozkłada ręce.

 

Wtem wśród oparów bzu, wyfioczona

Do kancelarii wkroczyła ona.

Z perfum obłoczek niczym korona –

To generalska przybyła żona.

Przymilnie szepcze, jak to niewiasta,

Z torby wyjmując wałek do ciasta.

Na to generał zawył żałośnie,

Po czym dał nogę tam, gdzie pieprz rośne.

 

Cud się dokonał na prawej nodze,

But sam się zsunął, legł na podłodze.

A jeśli ktoś z was jeszcze nie wierzy,

Tuż obok także lewy but leży.

Generał pewien ważkich zarzutów,

Na widok żony wyskoczył z butów.

 

Co z kancelarią? Co tam się stało,

Gdy generała nagle wywiało?

Coś jakby wybuch setek gejzerow –

Na gruzach zaległ stos oficerów.

Na koniec wprost na kamerdynera

Spadły żeberka kaloryfera.

 

Żona zaś prężnie – dziarska dziewczyna,

Już do orderu pierś swą wypina.

No, co tak każdy się gapi?

Dla tego order, kto to potrafi.

 

Wrocek, 28.08.2020 r.

niedziela, 12 maja 2024

56 Bolek i Lolek

 

Dobry wieczór lub dzień dobry,

obojętnie, jest taka pora, że wszystko będzie pasować. A więc, Szanowni Tuzaglądacze, nałogowi i przypadkowi wszelkiego stanu tudzież wszelakiej płci, znów mnie najszło znienacka i postanowiłem zapuścić. Dziś będzie bajeczka dla dorosłych. Tego w telewizorze nie zobaczycie, choć tytuł może nieco zwieść. Ale Wy, Szanowni Tuzaglądacze, jako stare wygi zwieść się nie dacie. I słusznie. No to do dzieła.

Bolek i Lolek

czyli podzwonne dla szczenięcej miłości

 

Bolek i Lolek w jednym stali empajerze,

Bolek na sto dziesiątym, Lolek na parterze.

Obaj w przyjaźni, lecz z sobą konkurowali,

Bo obaj niefortunnie w jednej się kochali.

Pójść z nią do ołtarza, każdemu się z nich śniło,

Z tą fantastyczną Tolą – tak jej na imię było.

Jeden i drugi chętnie uchyliłby jej nieba,

Chuchał, dmuchał, nadskakiwał, trzeba czy nie trzeba.

Komplementował, bawił, stawiał ciastka i lody,

Oraz podawał rękę, gdy wchodziła na schody.

Eleganccy, szarmanccy obaj byli jak woje,

Biorąc pierścionki, kwiaty, ruszali na podboje.

Jeden przed drugim stale wzdychali do niej ślicznie,

Jednak mogli się w niej kochać tylko platonicznie.

Bo mimo starań Tola nadziei nie dawała,

Była skryta, wstydliwa i w nadmiarze nieśmiała,

Na chłopców toki miłosne odporna i trele,

Chociaż dzielnie walczyli, zwojowali niewiele.

Ale Bolek i Lolek nie wiedzieli jednego,

Że od piętra pierwszego do sto dziewiątego,

Tola, ten ich obiekt młodzieńczej fascynacji

Według swojej przewrotnej damskiej kalkulacji

I też według zawiłych potajemnych planów

Wizytowała wszystkich mieszkających tam panów.

 

Wrocek, 24.07.2021 r.